-To jakaś… Masakra. – Wydusił z siebie
Rald, wpatrując się w telewizor z niedowierzaniem. Spikerka w wiadomościach
omawiała właśnie amatorski filmik zrobiony podczas przelotu nad Wyspami
Morskiej Piany; ktoś zamiast oblodzonych, jarzących się w odbitych promieniach
słońca jaskiń zastał szkarłatne pobojowisko rodem z tych krwawych opowiadań o
wojnach między Legendarnymi Pokemonami.
-Pokazaliśmy tylko fragment filmu ze względu
na drastyczne sceny następujące w dalszej części. Całość możecie Państwo
obejrzeć na naszej stronie internetowej - zakomunikowała kobieta. – A teraz pogoda…
Brązowowłosy jednak już jej nie słuchał, bezzwłocznie wziął laptop na
kolana, wpisał odpowiedni adres i po zatwierdzeniu wieku włączył filmik.
-Co oglądasz? – Spytała umyta już Reksha, pojawiwszy się zaraz obok
starszego brata. Gdy ten nie
odpowiedział skupiony na kontemplacji drastycznych widoków, zaczęła
śledzić to, co on. – Na dziób Articuna,
co tam się stało? To Lodowe Wyspy?
-Miejmy
nadzieję, że masz jeszcze kogo wzywać. – Burknął,
wskazując małą, na pierwszy rzut oka niewidoczną kupę zakrwawionych, błękitnych
piór, których kolorystykę można było skojarzyć tylko z jednym lodowym ptakiem.
Widok, który cały czas się kołysał, co mogłoby być efektem silnych uderzeń skrzydeł
wierzchowca kamerzysty, przybliżył się do powierzchni lodu, ukazując kłębowisko
szczątków Pokemonów – pióra, płetwy, popękane kości, przepołowione muszle. Od
samego widoku chłopaka przechodziły dreszcze.
-Articuno jest jednym z trzech strażników harmonii w Kanto, nie mógłby…
-Może
właśnie dlatego ktoś pozbył się go w pierwszej kolejności? – Dołączył do nich Lonan. Nie wydawał się tak zaskoczony tym filmikiem
jak oni, wystarczyło, że rzucił okiem na ekran i najzwyczajniej w świecie
poszedł do lodówki. Gdy, nie znalazłszy nic ciekawego, zatrzasnął drzwiczki,
rodzeństwo zmierzyło go wzrokiem, na co ten wzruszył ramionami, roztrząsając
resztki wody z wilgotnych włosów. – Od
rana o tym trąbią.
-I nic
nam nie powiedziałeś? – Zielonooki uniósł sceptycznie
brew i zatrzymał filmik.
Czarnowłosy udał, że się zamyślił. –
Wiesz, synonimie rozgarnięcia… Byłem
troszkę zajęty, czyjeś zwierzaki zrobiły na podwórku to samo, co na Wyspach
Morskiej Piany, chociaż z mniejszą ilością oderwanych szczątków.
Zielonooki już miał mu się odgryźć, gdyby nie przerwała mu czarnowłosa.
-Hej,
czujecie to? – Spytała nagle, rozglądając się wokół ze
zmartwioną miną.
-Ja czuję, że Lonan śmierdzi mokrym Herdierem. – Odparł Esmerald,
pociągnąwszy nosem, za co dostał w głowę z pokaźnej pomarańczy. Liderka
pokręciła głową zrezygnowana; dwójka rodzeństwa w jednym pomieszczeniu
zwiastowała prawdziwy chaos i bałagan równy temu, który nastąpiłby po czterech
tsunami na raz. Byli w podobnym wieku, zatem nakręcali siebie nawzajem, przez
co często nie dało rady z nimi wytrzymać. Wtedy zaś do akcji wkraczał dziadek
Fuji i niejeden policzek piekł niemiłosiernie po wymierzonym razie.
-Idę na dwór. – Oznajmiła czarnowłosa, klepiąc Ralda po ramieniu. Podjęła
tę decyzję po części ze względu na rykoszet, przez który mogła by stać się
ofiarą braterskiej „miłości”, częściowo jednak wpłynęła na nią ta niepokojąca
sensacja. Dziwny impuls w jej ciele nie zwiastował niczego dobrego, musiała zobaczyć,
czy z jej Pokemonami wszystko w porządku, wszak to zazwyczaj ich imały się
różne ekscesy pokroju nagłych omdleń, czy chwilowego oszołomienia, które
niekontrolowane mogło sporo schrzanić. Gdy była koło drzwi, zwróciła się do
braci. – Nie pozabijajcie się z łaski
swojej.
-Twoja
spokojna rozczochrana, Reksiu – Odpowiedział szybko
Lonan, racząc siostrę fałszywym uśmieszkiem. Wiedziała, że za plecami chował
kolejny owoc przeznaczony dla brązowowłosego, jednak nie mogła zrobić zbyt
wiele z tą wiedzą; jeśli chodziło o sprzeczkę, nie mogli sobie jej odmówić.
Zamknęła za sobą drzwi, stawiając na
znieczulicę.
Inferno gnał przed siebie, starając
się zgubić podążającego za nim Noiverna, który jeszcze przed chwilą odpoczywał
z nim na dachu Sali Gimnastycznej jak gdyby nigdy nic. Teraz jednak ze
lśniącymi skrzydłami chciał zrzucić go na ziemię, żeby tam móc wyssać z niego
krew.
Charizard obnażył kły zirytowany; na
pewno mu na to nie pozwoli.
Odwrócił się przodem do czarnego
nietoperza i wystrzelił w jego kierunku Miotaczem Płomieni. Tak jak się
spodziewał, rozpędzony Pokemon nie zdążył go wyminąć, jednak sam ogień niewiele
mu zrobił. Wywnioskował to po tym, że Degir w ułamku sekundy znalazł się kilka
metrów nad nim, by zapikować niespodziewanie.
Ognisty starter był zdecydowanie
wolniejszy od inkarnacji fali dźwiękowej, jednak wprawny w unikach pozwolił, by
wielkie cielsko zaledwie musnęło go skrzydłem. Zyskawszy przewagę nad
przeciwnikiem wystrzelił do góry i uraczył go kolejnym Miotaczem. Tym razem
jednak ogień nie dosięgnął celu – potężny Huragan rozproszył smugę i uderzył w
zaskoczonego Inferno. Ten jednak szybko otrząsnął się i ruszył pędem na
nietoperza. Z głośnym rykiem zrobił przewrót w powietrzu i uderzył w Degira
lśniącym na zielono ogonem.
Noivern runął z piskiem na ziemię,
kilkadziesiąt metrów od domu pana Fujego na co Charizard uśmiechnął się pod
nosem – to jego szansa. Zamknął przeciwnika w Wirze Ognia, by znacznie go
spowolnić, i ryknął donośnie, chcąc zawołać resztę, świadom, że w pojedynkę
może nie dać rady najstarszemu z ich szajki. Ku jego zaskoczeniu, zamiast
spodziewanego Sukurysa, który zawsze zjawiał się najszybciej, zauważył swoją
Panią patrzącą to na niego, to na płonącego ciągle nietoperza, najwidoczniej
nie za bardzo ogarniając sytuację.
-Co tu się dzieje?! – Nie mogła wyjść z szoku. Oczywiście,
wiedziała, że jej Pokemony od czasu do czasu ćwiczyły na sobie wszelakie
kombinacje, jak na przykład Balmadarowe robienie oszczepu z Lyna lecz jeszcze
nigdy nie widziała takiego wyrazu zaciętości, jaki gościł na pysku Noiverna,
gdy tylko na niego spojrzała. Praktycznie czuła, jak ogień podrażnia jego
delikatne, błoniaste skrzydła. Nie mogła pozwolić na to, żeby dalej cierpiał. –
Koniec tej parodii. – Syknęła do
Charizarda może nieco ostrzej, niż zamierzała.
W chwili, gdy tylko idealny słuch
nietoperza wyłapał pożądany głos, jego ślepia zalśniły nagłym zainteresowaniem,
niezbyt adekwatnym do gorącej sytuacji, w której się znajdował.
A może i nie tak gorącej?
Płomienie, które okrążały jego ciało
w morderczym tańcu, niespodziewanie zniknęły, jak gdyby ktoś wylał na nie kubeł
lodowatej wody. Opętany Pokemon uśmiechnął się zadowolony, najwidoczniej jego mroczne
moce chociaż częściowo były w stanie przedrzeć się przez powłokę tego śmiertelnego
ciała.
W mgnieniu oka odepchnął się silnymi nogami i rozłożył skrzydła,
zbliżając się z niesamowitą prędkością do stojącej obok smoka trenerki. Już
czuł smak jej krwi w pysku, ale nagle coś rąbnęło w niego od dołu, serwując
mocne wybicie w powietrze; w porę udało mu się uregulować lot, jednak w brzuchu
tkwił lśniący na fioletowo kolec. Trucizna? Niemożliwe, przecież…
Spojrzał na dół zaskoczony,
spodziewając się raczej Beedrilla, którego rzeczywiście mógł nie zauważyć, ale
nie rosłego Nidokinga wpatrującego się w niego wrogo. Najprawdopodobniej
znalazł się tam dzięki ziejącemu obok niego otworowi. Spryciarz… Degir pisnął
wściekle, po czym jednym silnym skurczem mięśni brzucha wypchnął z siebie tłocznik
jadu, nie pozwalając na zbyt duże rozprzestrzenienie trucizny.
W ostatniej chwili uniknął Lodowego
Promienia wysłanego przez trującego jegomościa, po czym, zirytowany jego
natarczywością, zapikował dziko, chcąc siłą uderzenia zwalić przeciwnika z nóg.
Jednak jedynym co napotkał był sporej średnicy dół. Nie wyrobiwszy się z
zahamowaniem zarył głową w ziemię, robiąc kilka koziołków. Chwilę zajęło mu,
żeby się otrząsnąć, jednak purpurowy moździerz nie pozwolił mu ponownie
wzlecieć w powietrze – wychynął z ziemi niczym naszpikowany kolcami Diglett,
złapał go za ogon i wciągnął gwałtownie do otworu, przytwierdzając go do lądu.
-Pierdolony
robal! – Zapiszczał przeraźliwie, licząc na kapitulację Nidokinga z powodu
decybeli, jednak skryty głęboko pod ziemią Pokemon-Wiertło niewiele sobie
zrobił z jego recitalu. Skoro to nic nie dało, musiał zdać się na siłę własnych
mięśni; wbił pazury w glebę i naprężył mięśnie, machając potężnymi skrzydłami.
Krzyk dodawał mu sił.
Tymczasem Reksha podbiegła do
Inferno i poklepała go po ogromnym boku. Gdy ciągle śledzący ruchy nietoperza
Pokemon spojrzał na nią z troską, ustała na palcach i cmoknęła go w nos, dając
mu znak rozumiany tylko przez ich drużynę. Pomarańczowy smok kiwnął łbem, a na
jego pysku pojawił się grymas pewności siebie. W chwili, gdy jego Pani odsunęła
się od niego, rozłożył ogromne skrzydła i wystrzelił w powietrze, oddalając się
od ciągle uziemionego Noiverna na tyle, by czuć się bezpiecznym od morderczych
pisków, które zdesperowany nietoperz słał w dziurę, gdzie zniknął Balmadar.
Charizard spojrzał na swoją
trenerkę, czekając na rozkazy. Ta szybko odgarnęła czarno-rudą grzywkę
zasłaniającą jej prawe, trochę niecodzienne oko; cierpiała na heterochromię, a
raczej taka była oficjalna wymówka tłumacząca, dlaczego lewa gałka oczna była
intensywnie szkarłatna, druga zaś granatowa, upstrzona błękitnymi plamkami
wokół źrenicy. Niby nic specjalnego, wszak wygląd to nie wszystko, a Liderka i
tak maskowała ów „defekt”. Wszystko było w porządku, dopóki nie musiała go
wykorzystać.
Przez chwilę wahała się, czy aby na
pewno powinna posuwać się do ostateczności; nie wiedziała, co stało się z
Degirem, dlaczego zaczął reagować tak agresywnie, jednak… Jeżeli nie uda im się
go unieszkodliwić, dzisiejszy już i tak destrukcyjny dzień mógłby zakończyć się
dodatkowo zgonem któregoś z nich, a tego by sobie nie wybaczyła.
Odetchnęła, by pozbyć się resztek
męczących ją wątpliwości, po czym zwróciła się do ognistego startera. – Inferno, nie uszkodź go zbytnio –
Pokemon przewrócił oczami, jakby takie sytuacje były dla niego codziennością. Dzięki
temu Rekshy w końcu również udzieliła się jego pewność siebie. Przytknąwszy
dłoń do błękitnego oka skupiła się na energii, która w nim drzemała.
Momentalnie wytrysnęły z niego błękitne promienie zmierzające do Charizarda
unoszącego się nad nią. Na spotkanie im wyszły czarne, wijące się smugi wprost
z kamienia na piersi smoka, a gdy się spotkały, oślepił ich na moment
niespodziewany wybuch energii wznoszący wokół tumany kurzu.
Noivern przestał się szamotać,
zamiast tego z szeroko otwartymi czerwonymi ślepiami wpatrywał się w postać,
która z głośnym rykiem wylądowała przed dziewczyną, najwidoczniej nie
dowierzając, że dopuścił do takiego obrotu spraw. Wydukał: - Mega..?
Nidoking, otrzymawszy cichą wskazówkę od swej Pani uwolnił nietoperza,
po czym, dzięki kolejnemu świeżo wykopanemu tunelowi w ziemi pojawił się obok
czarnowłosej, biorąc na siebie odpowiedzialność za jej ochronę.
Czarno-błękitny smok upewniwszy się
co do roli trującego czołgu zwrócił się w końcu do Noiverna. Z każdym słowem
ciągle tkwiący w jego piersi klejnot to rozjaśniał się, to znów przygasał. – Nie powinno Cię tu być, gnido. – Syknął,
świdrując go szkarłatnymi ślepiami. – Nie
żyjesz!
Nietoperz zadrżawszy z podniecenia wystrzelił w powietrze, by dać
przeciwnikowi do zrozumienia, że inaczej jak w powietrzu go nie dostanie. Z
jego pyska nie schodził na wpół kpiący, na wpół zafascynowany uśmieszek.
Całkowicie zignorował słowa Inferno. – Niebywałe…
Osiągnąłeś tak wiele bez mojej pomocy.
Hebanowy Charizard zmarszczył nos, niezbyt kontent z tej pochwały, a
wyzierające z kącików jego pyska płomienie rozbłysły intensywniej, zwiastując
nadchodzące piekło. Zrównał się z Noivernem, jednak czekał na wyraźny rozkaz,
zdając sobie sprawę z destrukcyjnych skutków swojej porywczości, niekiedy
zdarzało się, że obrywał wcześniej niż jego rywal. Trener podczas walki musiał
być doskonałym strategiem, obserwatorem i wsparciem, gdy walka nie toczyła się
po ich myśli. Na samym końcu potyczki zaś przyjmował na swoje barki rolę pana;
jeżeli Pokemon spisał się, otrzymywał pochwałę. I, oczywiście, był karany, gdy
tylko nie uda mu się spełnić trenerskiej woli.
Ale czy jego Pani… Reksha taka była? Zawsze kojarzył ją z tym typowym
dla niej czułym uśmiechem i przyjemnymi, choć rzadkimi cmoknięciami, gdy
niewerbalnie kazała mu przygotować się do uwolnienia swojej prawdziwej mocy
zazwyczaj drzemiącej w tym rzekomo nic nie znaczącym kamieniu. Gdy któraś walka
mu nie poszła nie kończyło się to jeszcze większą ilością bólu, jak u
niektórych dosyć brutalnych i rygorystycznych trenerów - jego Pani dziękowała
mu za to, że się starał, a jemu nagle robiło się lżej na sercu, choć
nadszarpniętej dumy nawet jej słowa nie mogły ukoić. Można by rzec „trener
idealny”, jednak jej troska była często problemem, gdy bojąc się o życie swoich
podopiecznych po prostu zamieniała je w trakcie walki, nie dbając o to, czy
koniecznie chciały doprowadzić pojedynek do końca, by coś sobie udowodnić, wygrywając
lub mdlejąc.
Miał cichą nadzieję, że tym razem
nie użyje tego swojego oczka, by zmusić go do kapitulacji, jak robiła to podczas
walk towarzyskich. Nie, nie da jej nawet najmniejszego do tego powodu.
-Pokaż mu potęgę swego Miecha! – W końcu. Jego ślepia zalśniły
szkarłatem, a z szeroko rozwartego pyska wystrzelił płomień, który po chwili
uformował się w pięcioramienną gwiazdę pędzącą w stronę nietoperza. Noivern
niewiele sobie z tego robiąc, zgrabnym ruchem wyminął żar, po czym z
niesamowitą szybkością pognał w stronę Charizarda, strasząc ogromnymi,
lśniącymi skrzydłami. Co chwila gwałtownie skręcał.
Inferno nie spuszczał
z niego wzroku, jednak myśli czarnego smoka wcale się na nim nie skupiały.
Leniwie machał skrzydłami, czekając na próbującego go zmylić przeciwnika, a gdy
ten był odpowiednio blisko…
Specyficzny trzask
rozległ się w jego głowie, sygnał do manewru. Jego łapy momentalnie zalśniły
jasnozielonym blaskiem, przybierając kształt długich, ostrych pazurów. Złapał
nimi Degira za skrzydła, po czym złożył swoje, ściągając go w stronę ziemi.
Nietoperz próbował się wyrwać, jednak jeden Miotacz Płomieni prosto w pysk na chwilę
go oszołomił. Kilka metrów nad ziemią Charizard wykonał Seismorzut, uniknąwszy
upadku dzięki szybkiemu rozłożeniu skrzydeł. Noivern nie miał tyle szczęścia, z
przeszywającym piskiem runął na ziemię, wznosząc wokół tumany kurzu.
Reksha mogła sobie tylko
wyobrazić ból, który odczuwał jej oszalały Pokemon; znała siłę czarnego smoka. Skrzywiła się nieznacznie, gdy po rozejrzeniu się po okolicy nie dostrzegła znajomego, jasnofioletowego
kształtu. Gdzie była Andra, gdy potrzebowała jej najbardziej? Zapewne zabawiała
się z Umbreonem Lonana, mając gdzieś wszystko i wszystkich. Z jej Hipnozą
mogłaby to wszystko ukrócić, unieruchomić Degira na tyle, by móc zbadać,
dlaczego się tak zachowuje, ale w takim wypadku…
-Inferno, musisz go jak najbardziej osłabić! – Krzyknęła do
Charizarda, gdy Noivern otrząsnąwszy się po upadku ponownie wystrzelił w
powietrze o dziwo z taką samą zaciętością jak na początku. Czarnowłosa patrzyła
na to z niedowierzaniem. – Jeszcze ma
siłę walczyć?
Hebanowy smok machnął mocniej
rozłożystymi skrzydłami, a gdy był dostatecznie blisko, z niebywałą furią
wypluł w stronę przeciwnika niebiańsko błękitny promień, który po kilku
sekundach przybrał kształt jego idealnej kopii mega ewolucji. W ostatniej
chwili nietoperz zaskrzeczał przeraźliwie, rozpraszając światło potężną
Detonacją Dźwięku. Charizard zasłonił niewidoczne uszy, krzycząc z bólu, jednak
nic nie mogło go ochronić przed takimi decybelami – skupiwszy się na zabójczych
dźwiękach, runął na ziemię obok zwijających się z bólu Rekshy i Balmadara.
Przez doskonały słuch Nidoking zaczął krwawić po bokach głowy, kuląc się na ziemi.
Degir zachwycony
efektem z kolejnym, choć teraz radosnym destrukcyjnym okrzykiem zapikował, otwierając
paszczę pełną długich, szpilkowatych zębów, których używał do wysysania energii
ze swoich ofiar. Trójka na dole była całkowicie bezbronna; Detonacja w
połączeniu z jego mocą zebrała bolesne żniwo, z którego nie zawaha się
skorzystać. Już miał wgryźć się w delikatny kark Inferno, gdy nagle…
Drugi czarny Charizard
uderzył w niego głową, rycząc dziko. Zaskoczony nawet nie dał rady zamortyzować
upadku, przekoziołkował kilka razy na osuszonym błocie, po czym uderzył w coś,
co na szczęście pozwoliło mu uniknąć kolejnych siniaków. Niewiele się
zastanawiając najpierw złapał się owej rzeczy, by wstać, a dopiero później otworzył
szkarłatne ślepia. Momentalnie zdębiał.
Mega Blastoise,
którego łapa posłużyła mu za podporę uśmiechnął się groźnie, po czym, jak gdyby
nigdy nic, wgniótł go w ziemię pięścią drugiej.
Coś trzasnęło przeraźliwie, a Noivern zapiszczał, licząc na swój dotychczas
skuteczny głos.
Żółw dziwacznie
niewzruszony usłyszawszy polecenie swojego trenera położył się na nietoperzu,
uniemożliwiając mu ucieczkę. Ten miotał się przez dłuższą chwilę, chcąc zrzucić
z siebie Pokemona, jednak jedynym co udało mu się osiągnąć, to zmiażdżenie
jednego skrzydła przez błękitny tłok, będący ogonem przerośniętego gada. Czując
zbliżającą się przegraną w końcu się poddał, pozwalając odpocząć poważnie nadwyrężonej
ciału.
Dobrze, że to nie jego
kupa mięsa, jeszcze kilkanaście lat temu miałby spory problem, by samodzielnie
wylizać się z tych ran i złamanego skrzydła. Uśmiechnął się pomimo cierpienia.
W sumie ten sabotaż na Noiverna nie był wcale tak bezowocny, jak przypuszczał
na początku – nie dość, że udało mu się mocno uszkodzić swojego żywiciela, to
jeszcze upewnił się co do istot, których poszukiwał. Żyły i do tego były w
stanie korzystać z tego, co podarował im, gdy jeszcze miał nad nimi władzę.
Teraz musiał tylko doprowadzić je do siebie.
Dzięki wspomnieniom nietoperza doskonale wiedział, jak tego dokonać.
Szkarłatne ślepie
ostatni raz spojrzało na powoli wstającą czarnowłosą. Wciąż słabiutka, ale
dzięki niemu może się to zmienić. Musiał znaleźć innego żywiciela, by
wprowadzić swój plan w życie; opuścił ciało Degira, pozwalając na to, by w
końcu odzyskał kontrolę nad mięśniami.
Wkrótce znów będziemy rodziną.
Czyż to nie wspaniałe?
Nietoperz jęknął z
bólu, gdy każda z mniejszych i większych ranek dała o sobie znać. Czuł się dziwnie
pusty, nie za bardzo też wiedział, dlaczego tak cholernie bolało go skrzydło
ani dlaczego dwie postaci stały nad nim, z czego ta wyższa wskazywała na niego
palcem, krzycząc coś do niższej, wyraźnie zgarbionej. Na początku nie mógł
zrozumieć o czym mówili, wszystko wydawało się bezsensownym koncertem przypadkowych
głosek, jednak gdy jego umysł stał się nieco jaśniejszy, rozróżnił poszczególne
słowa.
-To nie jego wina, coś musiało…
-Kpisz sobie ze mnie?! Chciał Cię zabić!
Zabić? On? Nie, nigdy nawet nie
myślał o tym, żeby mordować, przecież miał pożywienia pod dostatkiem, ciepłe
posłanie i kochającą, choć wielogatunkową rodzinę. Tylko narobiłby sobie problemów…
Gdy wzrok nabrał trochę
ostrości dostrzegł swoją Panią wpatrującą się w niego ze smutkiem. Dlaczego tak
na niego patrzy? Przegrał walkę, której nie pamięta? Nabałaganił?
Wyciągnął w jej stronę
zdrowe skrzydło, cicho sapiąc, jednak czyjaś noga przycisnęła je do ziemi. Znów
usłyszał ten głos.
-Nie pozwolę, żeby takie ścierwo przebywało w Twoim towarzystwie… Jeszcze
dzisiaj skończy w ziemi.

Ja i tablet w końcu ogarnęliśmy życie i w końcu mogę skomentować! *-*
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, co już mówiłam, to serio super opko, bo i fajnie łączysz poszczególne elementy tak, że super się czyta, a postacie mają ciekawe charaktery xD
Już nie mówiąc o intrygującej fabule i super pomysłem, by uwaga czytelnika skupiała się w równym stopniu na roli Pokemonów, jak i ludzi. C:
Weny życzę i czekam na kolejne rozdziały! :)
Haha, brawo Ty! xD
UsuńDziękuję za miłe słowa, staram się, żeby jakoś lekko to wchodziło, choć ciągle wydaje mi się, że momentami za bardzo przeciągam ;-;
Właśnie o to chodzi ^_^ Stop pomijaniu odczuć Pokemonów tak jak w anime! >O<
Dziękuję i wzajemnie :3
Pozdrawiam!
Cześć!
OdpowiedzUsuńKomentarz miał być wcześniej, ale ja wiecznie zabiegany.
Twoje opowiadanie jest naprawdę dobre. I już powoli zaczyna ogarniać postaci, a było ich sporo.
Hmm... opętania i inne akcje, zapowiada się ciekawie. Bardzo fajny opis walki, w szczególności ataków Charizarda,z tego co dobrze zrozumiałem użył smoczego oddechu?
Nie ma co, Reksha ma bardzo silne pokemony. Taka liderka to musi być zmorą każdego początkującego trenera.
Pozdrawiam i zabieram się do czytania
Hejo!
UsuńFanie, że znalazłeś czas :)
Widzę więc, ze na dłuższą metę aż tak nie przeszkadza w czytaniu.
Niestety nie, był to Smoczy Puls; brałam przykład z ukazania go u Rayquazy w OVA "Najsilniejsza Mega Ewolucja".
Zmorą każdego początkującego, która tą zmorą być nie chce xD Ale co zrobić, jak dziesięciolatek i jego świeżo odebrany Squirtle są na etapie podróży "Jestem najlepszy i wygram wszystko"?
Pozdrawiam!
Witam ;)
OdpowiedzUsuńNo w końcu wracam do czytania i jestem zadowolony. Czuję intrygę i to na wielką skalę, jestem ciekawy jak to się dalej potoczy, więc za chwilę lecę czytać kolejny rozdział, ale najpierw dokończę komentarz. Znowu końcówka jest tak emocjonująca i to trzeci raz pod rząd, masz do tego smykałkę. To coś co opętało Degira z pewnością będzie nieznośnym przeciwnikiem, już teraz widać, że skrywasz jakiś mroczny sekret z przeszłości ;). Wyczuwam jakąś niechęć w stosunku do Noiverna nie tylko przez pryzmat sytuacji z tego rozdziału, jakby większość go nie akceptowało. Namąciłem trochę tymi swoimi odczuciami, ale jeszcze bardziej polubiłem Degira. Z pewnością jeszcze wiele wycierpi... To do zobaczenia pod następnym rozdziałem ;p
Hej :D
UsuńIntryga? Czemu nie? Choć szczegóły zachowam dla siebie =w=
Kurcze, aż mi serducho rośnie, jak czytam Twoje przemyślenia; nie tyle z powodu ich toku, a samego faktu, że moje "wypuszczanie" weny w internet tak Cię pochłania. To chyba największy sukces, jaki odnieść może pisarz, nawet taki amator jak ja. *^*
Degir widzę, numer jeden w Twoim rankingu ;) Mam nadzieję, że z biegiem rozdziałów polubisz go jeszcze bardziej, a inni bohaterowie też zaskarbią sobie Twoją sympatię ^^
Pozdrawiam!