sobota, 21 listopada 2015

3.Może być gorzej?

            -To jakaś… Masakra. – Wydusił z siebie Rald, wpatrując się w telewizor z niedowierzaniem. Spikerka w wiadomościach omawiała właśnie amatorski filmik zrobiony podczas przelotu nad Wyspami Morskiej Piany; ktoś zamiast oblodzonych, jarzących się w odbitych promieniach słońca jaskiń zastał szkarłatne pobojowisko rodem z tych krwawych opowiadań o wojnach między Legendarnymi Pokemonami.
            -Pokazaliśmy tylko fragment filmu ze względu na drastyczne sceny następujące w dalszej części. Całość możecie Państwo obejrzeć na naszej stronie internetowej - zakomunikowała kobieta. – A teraz pogoda…
            Brązowowłosy jednak już jej nie słuchał, bezzwłocznie wziął laptop na kolana, wpisał odpowiedni adres i po zatwierdzeniu wieku włączył filmik.
            -Co oglądasz? – Spytała umyta już Reksha, pojawiwszy się zaraz obok starszego brata. Gdy ten nie  odpowiedział skupiony na kontemplacji drastycznych widoków, zaczęła śledzić to, co on. – Na dziób Articuna, co tam się stało? To Lodowe Wyspy?
            -Miejmy nadzieję, że masz jeszcze kogo wzywać. – Burknął, wskazując małą, na pierwszy rzut oka niewidoczną kupę zakrwawionych, błękitnych piór, których kolorystykę można było skojarzyć tylko z jednym lodowym ptakiem. Widok, który cały czas się kołysał, co mogłoby być efektem silnych uderzeń skrzydeł wierzchowca kamerzysty, przybliżył się do powierzchni lodu, ukazując kłębowisko szczątków Pokemonów – pióra, płetwy, popękane kości, przepołowione muszle. Od samego widoku chłopaka przechodziły dreszcze.
            -Articuno jest jednym z trzech strażników harmonii w Kanto, nie mógłby…
            -Może właśnie dlatego ktoś pozbył się go w pierwszej kolejności? – Dołączył do nich Lonan. Nie wydawał się tak zaskoczony tym filmikiem jak oni, wystarczyło, że rzucił okiem na ekran i najzwyczajniej w świecie poszedł do lodówki. Gdy, nie znalazłszy nic ciekawego, zatrzasnął drzwiczki, rodzeństwo zmierzyło go wzrokiem, na co ten wzruszył ramionami, roztrząsając resztki wody z wilgotnych włosów. – Od rana o tym trąbią.
            -I nic nam nie powiedziałeś? – Zielonooki uniósł sceptycznie brew i zatrzymał filmik.
            Czarnowłosy udał, że się zamyślił. – Wiesz, synonimie rozgarnięcia… Byłem troszkę zajęty, czyjeś zwierzaki zrobiły na podwórku to samo, co na Wyspach Morskiej Piany, chociaż z mniejszą ilością oderwanych szczątków.
            Zielonooki już miał mu się odgryźć, gdyby nie przerwała mu czarnowłosa.
            -Hej, czujecie to? – Spytała nagle, rozglądając się wokół ze zmartwioną miną.  
            -Ja czuję, że Lonan śmierdzi mokrym Herdierem. – Odparł Esmerald, pociągnąwszy nosem, za co dostał w głowę z pokaźnej pomarańczy. Liderka pokręciła głową zrezygnowana; dwójka rodzeństwa w jednym pomieszczeniu zwiastowała prawdziwy chaos i bałagan równy temu, który nastąpiłby po czterech tsunami na raz. Byli w podobnym wieku, zatem nakręcali siebie nawzajem, przez co często nie dało rady z nimi wytrzymać. Wtedy zaś do akcji wkraczał dziadek Fuji i niejeden policzek piekł niemiłosiernie po wymierzonym razie.
            -Idę na dwór. – Oznajmiła czarnowłosa, klepiąc Ralda po ramieniu. Podjęła tę decyzję po części ze względu na rykoszet, przez który mogła by stać się ofiarą braterskiej „miłości”, częściowo jednak wpłynęła na nią ta niepokojąca sensacja. Dziwny impuls w jej ciele nie zwiastował niczego dobrego, musiała zobaczyć, czy z jej Pokemonami wszystko w porządku, wszak to zazwyczaj ich imały się różne ekscesy pokroju nagłych omdleń, czy chwilowego oszołomienia, które niekontrolowane mogło sporo schrzanić. Gdy była koło drzwi, zwróciła się do braci. – Nie pozabijajcie się z łaski swojej.
            -Twoja spokojna rozczochrana, Reksiu – Odpowiedział szybko Lonan, racząc siostrę fałszywym uśmieszkiem. Wiedziała, że za plecami chował kolejny owoc przeznaczony dla brązowowłosego, jednak nie mogła zrobić zbyt wiele z tą wiedzą; jeśli chodziło o sprzeczkę, nie mogli sobie jej odmówić.
            Zamknęła za sobą drzwi, stawiając na znieczulicę.

            Inferno gnał przed siebie, starając się zgubić podążającego za nim Noiverna, który jeszcze przed chwilą odpoczywał z nim na dachu Sali Gimnastycznej jak gdyby nigdy nic. Teraz jednak ze lśniącymi skrzydłami chciał zrzucić go na ziemię, żeby tam móc wyssać z niego krew.
            Charizard obnażył kły zirytowany; na pewno mu na to nie pozwoli.
            Odwrócił się przodem do czarnego nietoperza i wystrzelił w jego kierunku Miotaczem Płomieni. Tak jak się spodziewał, rozpędzony Pokemon nie zdążył go wyminąć, jednak sam ogień niewiele mu zrobił. Wywnioskował to po tym, że Degir w ułamku sekundy znalazł się kilka metrów nad nim, by zapikować niespodziewanie.
            Ognisty starter był zdecydowanie wolniejszy od inkarnacji fali dźwiękowej, jednak wprawny w unikach pozwolił, by wielkie cielsko zaledwie musnęło go skrzydłem. Zyskawszy przewagę nad przeciwnikiem wystrzelił do góry i uraczył go kolejnym Miotaczem. Tym razem jednak ogień nie dosięgnął celu – potężny Huragan rozproszył smugę i uderzył w zaskoczonego Inferno. Ten jednak szybko otrząsnął się i ruszył pędem na nietoperza. Z głośnym rykiem zrobił przewrót w powietrzu i uderzył w Degira lśniącym na zielono ogonem.
            Noivern runął z piskiem na ziemię, kilkadziesiąt metrów od domu pana Fujego na co Charizard uśmiechnął się pod nosem – to jego szansa. Zamknął przeciwnika w Wirze Ognia, by znacznie go spowolnić, i ryknął donośnie, chcąc zawołać resztę, świadom, że w pojedynkę może nie dać rady najstarszemu z ich szajki. Ku jego zaskoczeniu, zamiast spodziewanego Sukurysa, który zawsze zjawiał się najszybciej, zauważył swoją Panią patrzącą to na niego, to na płonącego ciągle nietoperza, najwidoczniej nie za bardzo ogarniając sytuację.
            -Co tu się dzieje?! – Nie mogła wyjść z szoku. Oczywiście, wiedziała, że jej Pokemony od czasu do czasu ćwiczyły na sobie wszelakie kombinacje, jak na przykład Balmadarowe robienie oszczepu z Lyna lecz jeszcze nigdy nie widziała takiego wyrazu zaciętości, jaki gościł na pysku Noiverna, gdy tylko na niego spojrzała. Praktycznie czuła, jak ogień podrażnia jego delikatne, błoniaste skrzydła. Nie mogła pozwolić na to, żeby dalej cierpiał. – Koniec tej parodii. – Syknęła do Charizarda może nieco ostrzej, niż zamierzała.
            W chwili, gdy tylko idealny słuch nietoperza wyłapał pożądany głos, jego ślepia zalśniły nagłym zainteresowaniem, niezbyt adekwatnym do gorącej sytuacji, w której się znajdował.
            A może i nie tak gorącej?
            Płomienie, które okrążały jego ciało w morderczym tańcu, niespodziewanie zniknęły, jak gdyby ktoś wylał na nie kubeł lodowatej wody. Opętany Pokemon uśmiechnął się zadowolony, najwidoczniej jego mroczne moce chociaż częściowo były w stanie przedrzeć się przez powłokę tego śmiertelnego ciała.
W mgnieniu oka odepchnął się silnymi nogami i rozłożył skrzydła, zbliżając się z niesamowitą prędkością do stojącej obok smoka trenerki. Już czuł smak jej krwi w pysku, ale nagle coś rąbnęło w niego od dołu, serwując mocne wybicie w powietrze; w porę udało mu się uregulować lot, jednak w brzuchu tkwił lśniący na fioletowo kolec. Trucizna? Niemożliwe, przecież…
            Spojrzał na dół zaskoczony, spodziewając się raczej Beedrilla, którego rzeczywiście mógł nie zauważyć, ale nie rosłego Nidokinga wpatrującego się w niego wrogo. Najprawdopodobniej znalazł się tam dzięki ziejącemu obok niego otworowi. Spryciarz… Degir pisnął wściekle, po czym jednym silnym skurczem mięśni brzucha wypchnął z siebie tłocznik jadu, nie pozwalając na zbyt duże rozprzestrzenienie trucizny.
            W ostatniej chwili uniknął Lodowego Promienia wysłanego przez trującego jegomościa, po czym, zirytowany jego natarczywością, zapikował dziko, chcąc siłą uderzenia zwalić przeciwnika z nóg. Jednak jedynym co napotkał był sporej średnicy dół. Nie wyrobiwszy się z zahamowaniem zarył głową w ziemię, robiąc kilka koziołków. Chwilę zajęło mu, żeby się otrząsnąć, jednak purpurowy moździerz nie pozwolił mu ponownie wzlecieć w powietrze – wychynął z ziemi niczym naszpikowany kolcami Diglett, złapał go za ogon i wciągnął gwałtownie do otworu, przytwierdzając go do lądu.
            -Pierdolony robal! – Zapiszczał przeraźliwie, licząc na kapitulację Nidokinga z powodu decybeli, jednak skryty głęboko pod ziemią Pokemon-Wiertło niewiele sobie zrobił z jego recitalu. Skoro to nic nie dało, musiał zdać się na siłę własnych mięśni; wbił pazury w glebę i naprężył mięśnie, machając potężnymi skrzydłami. Krzyk dodawał mu sił.
            Tymczasem Reksha podbiegła do Inferno i poklepała go po ogromnym boku. Gdy ciągle śledzący ruchy nietoperza Pokemon spojrzał na nią z troską, ustała na palcach i cmoknęła go w nos, dając mu znak rozumiany tylko przez ich drużynę. Pomarańczowy smok kiwnął łbem, a na jego pysku pojawił się grymas pewności siebie. W chwili, gdy jego Pani odsunęła się od niego, rozłożył ogromne skrzydła i wystrzelił w powietrze, oddalając się od ciągle uziemionego Noiverna na tyle, by czuć się bezpiecznym od morderczych pisków, które zdesperowany nietoperz słał w dziurę, gdzie zniknął Balmadar.
            Charizard spojrzał na swoją trenerkę, czekając na rozkazy. Ta szybko odgarnęła czarno-rudą grzywkę zasłaniającą jej prawe, trochę niecodzienne oko; cierpiała na heterochromię, a raczej taka była oficjalna wymówka tłumacząca, dlaczego lewa gałka oczna była intensywnie szkarłatna, druga zaś granatowa, upstrzona błękitnymi plamkami wokół źrenicy. Niby nic specjalnego, wszak wygląd to nie wszystko, a Liderka i tak maskowała ów „defekt”. Wszystko było w porządku, dopóki nie musiała go wykorzystać.
            Przez chwilę wahała się, czy aby na pewno powinna posuwać się do ostateczności; nie wiedziała, co stało się z Degirem, dlaczego zaczął reagować tak agresywnie, jednak… Jeżeli nie uda im się go unieszkodliwić, dzisiejszy już i tak destrukcyjny dzień mógłby zakończyć się dodatkowo zgonem któregoś z nich, a tego by sobie nie wybaczyła.
            Odetchnęła, by pozbyć się resztek męczących ją wątpliwości, po czym zwróciła się do ognistego startera. – Inferno, nie uszkodź go zbytnio – Pokemon przewrócił oczami, jakby takie sytuacje były dla niego codziennością. Dzięki temu Rekshy w końcu również udzieliła się jego pewność siebie. Przytknąwszy dłoń do błękitnego oka skupiła się na energii, która w nim drzemała. Momentalnie wytrysnęły z niego błękitne promienie zmierzające do Charizarda unoszącego się nad nią. Na spotkanie im wyszły czarne, wijące się smugi wprost z kamienia na piersi smoka, a gdy się spotkały, oślepił ich na moment niespodziewany wybuch energii wznoszący wokół tumany kurzu.
            Noivern przestał się szamotać, zamiast tego z szeroko otwartymi czerwonymi ślepiami wpatrywał się w postać, która z głośnym rykiem wylądowała przed dziewczyną, najwidoczniej nie dowierzając, że dopuścił do takiego obrotu spraw. Wydukał: - Mega..?
Nidoking, otrzymawszy cichą wskazówkę od swej Pani uwolnił nietoperza, po czym, dzięki kolejnemu świeżo wykopanemu tunelowi w ziemi pojawił się obok czarnowłosej, biorąc na siebie odpowiedzialność za jej ochronę.
            Czarno-błękitny smok upewniwszy się co do roli trującego czołgu zwrócił się w końcu do Noiverna. Z każdym słowem ciągle tkwiący w jego piersi klejnot to rozjaśniał się, to znów przygasał. – Nie powinno Cię tu być, gnido. – Syknął, świdrując go szkarłatnymi ślepiami. – Nie żyjesz!
            Nietoperz zadrżawszy z podniecenia wystrzelił w powietrze, by dać przeciwnikowi do zrozumienia, że inaczej jak w powietrzu go nie dostanie. Z jego pyska nie schodził na wpół kpiący, na wpół zafascynowany uśmieszek. Całkowicie zignorował słowa Inferno. – Niebywałe… Osiągnąłeś tak wiele bez mojej pomocy.
            Hebanowy Charizard zmarszczył nos, niezbyt kontent z tej pochwały, a wyzierające z kącików jego pyska płomienie rozbłysły intensywniej, zwiastując nadchodzące piekło. Zrównał się z Noivernem, jednak czekał na wyraźny rozkaz, zdając sobie sprawę z destrukcyjnych skutków swojej porywczości, niekiedy zdarzało się, że obrywał wcześniej niż jego rywal. Trener podczas walki musiał być doskonałym strategiem, obserwatorem i wsparciem, gdy walka nie toczyła się po ich myśli. Na samym końcu potyczki zaś przyjmował na swoje barki rolę pana; jeżeli Pokemon spisał się, otrzymywał pochwałę. I, oczywiście, był karany, gdy tylko nie uda mu się spełnić trenerskiej woli.
            Ale czy jego Pani… Reksha taka była? Zawsze kojarzył ją z tym typowym dla niej czułym uśmiechem i przyjemnymi, choć rzadkimi cmoknięciami, gdy niewerbalnie kazała mu przygotować się do uwolnienia swojej prawdziwej mocy zazwyczaj drzemiącej w tym rzekomo nic nie znaczącym kamieniu. Gdy któraś walka mu nie poszła nie kończyło się to jeszcze większą ilością bólu, jak u niektórych dosyć brutalnych i rygorystycznych trenerów - jego Pani dziękowała mu za to, że się starał, a jemu nagle robiło się lżej na sercu, choć nadszarpniętej dumy nawet jej słowa nie mogły ukoić. Można by rzec „trener idealny”, jednak jej troska była często problemem, gdy bojąc się o życie swoich podopiecznych po prostu zamieniała je w trakcie walki, nie dbając o to, czy koniecznie chciały doprowadzić pojedynek do końca, by coś sobie udowodnić, wygrywając lub mdlejąc.
            Miał cichą nadzieję, że tym razem nie użyje tego swojego oczka, by zmusić go do kapitulacji, jak robiła to podczas walk towarzyskich. Nie, nie da jej nawet najmniejszego do tego powodu.
            -Pokaż mu potęgę swego Miecha! – W końcu. Jego ślepia zalśniły szkarłatem, a z szeroko rozwartego pyska wystrzelił płomień, który po chwili uformował się w pięcioramienną gwiazdę pędzącą w stronę nietoperza. Noivern niewiele sobie z tego robiąc, zgrabnym ruchem wyminął żar, po czym z niesamowitą szybkością pognał w stronę Charizarda, strasząc ogromnymi, lśniącymi skrzydłami. Co chwila gwałtownie skręcał.
            Inferno nie spuszczał z niego wzroku, jednak myśli czarnego smoka wcale się na nim nie skupiały. Leniwie machał skrzydłami, czekając na próbującego go zmylić przeciwnika, a gdy ten był odpowiednio blisko…
            Specyficzny trzask rozległ się w jego głowie, sygnał do manewru. Jego łapy momentalnie zalśniły jasnozielonym blaskiem, przybierając kształt długich, ostrych pazurów. Złapał nimi Degira za skrzydła, po czym złożył swoje, ściągając go w stronę ziemi. Nietoperz próbował się wyrwać, jednak jeden Miotacz Płomieni prosto w pysk na chwilę go oszołomił. Kilka metrów nad ziemią Charizard wykonał Seismorzut, uniknąwszy upadku dzięki szybkiemu rozłożeniu skrzydeł. Noivern nie miał tyle szczęścia, z przeszywającym piskiem runął na ziemię, wznosząc wokół tumany kurzu.
            Reksha mogła sobie tylko wyobrazić ból, który odczuwał jej oszalały Pokemon; znała siłę czarnego smoka. Skrzywiła się nieznacznie, gdy po rozejrzeniu się po okolicy nie dostrzegła znajomego, jasnofioletowego kształtu. Gdzie była Andra, gdy potrzebowała jej najbardziej? Zapewne zabawiała się z Umbreonem Lonana, mając gdzieś wszystko i wszystkich. Z jej Hipnozą mogłaby to wszystko ukrócić, unieruchomić Degira na tyle, by móc zbadać, dlaczego się tak zachowuje, ale w takim wypadku…
            -Inferno, musisz go jak najbardziej osłabić! – Krzyknęła do Charizarda, gdy Noivern otrząsnąwszy się po upadku ponownie wystrzelił w powietrze o dziwo z taką samą zaciętością jak na początku. Czarnowłosa patrzyła na to z niedowierzaniem. – Jeszcze ma siłę walczyć?
            Hebanowy smok machnął mocniej rozłożystymi skrzydłami, a gdy był dostatecznie blisko, z niebywałą furią wypluł w stronę przeciwnika niebiańsko błękitny promień, który po kilku sekundach przybrał kształt jego idealnej kopii mega ewolucji. W ostatniej chwili nietoperz zaskrzeczał przeraźliwie, rozpraszając światło potężną Detonacją Dźwięku. Charizard zasłonił niewidoczne uszy, krzycząc z bólu, jednak nic nie mogło go ochronić przed takimi decybelami – skupiwszy się na zabójczych dźwiękach, runął na ziemię obok zwijających się z bólu Rekshy i Balmadara. Przez doskonały słuch Nidoking zaczął krwawić po bokach głowy, kuląc się na ziemi.
            Degir zachwycony efektem z kolejnym, choć teraz radosnym destrukcyjnym okrzykiem zapikował, otwierając paszczę pełną długich, szpilkowatych zębów, których używał do wysysania energii ze swoich ofiar. Trójka na dole była całkowicie bezbronna; Detonacja w połączeniu z jego mocą zebrała bolesne żniwo, z którego nie zawaha się skorzystać. Już miał wgryźć się w delikatny kark Inferno, gdy nagle…
            Drugi czarny Charizard uderzył w niego głową, rycząc dziko. Zaskoczony nawet nie dał rady zamortyzować upadku, przekoziołkował kilka razy na osuszonym błocie, po czym uderzył w coś, co na szczęście pozwoliło mu uniknąć kolejnych siniaków. Niewiele się zastanawiając najpierw złapał się owej rzeczy, by wstać, a dopiero później otworzył szkarłatne ślepia. Momentalnie zdębiał.
            Mega Blastoise, którego łapa posłużyła mu za podporę uśmiechnął się groźnie, po czym, jak gdyby nigdy nic, wgniótł go w ziemię pięścią drugiej.  Coś trzasnęło przeraźliwie, a Noivern zapiszczał, licząc na swój dotychczas skuteczny głos.
            Żółw dziwacznie niewzruszony usłyszawszy polecenie swojego trenera położył się na nietoperzu, uniemożliwiając mu ucieczkę. Ten miotał się przez dłuższą chwilę, chcąc zrzucić z siebie Pokemona, jednak jedynym co udało mu się osiągnąć, to zmiażdżenie jednego skrzydła przez błękitny tłok, będący ogonem przerośniętego gada. Czując zbliżającą się przegraną w końcu się poddał, pozwalając odpocząć poważnie nadwyrężonej ciału.
            Dobrze, że to nie jego kupa mięsa, jeszcze kilkanaście lat temu miałby spory problem, by samodzielnie wylizać się z tych ran i złamanego skrzydła. Uśmiechnął się pomimo cierpienia. W sumie ten sabotaż na Noiverna nie był wcale tak bezowocny, jak przypuszczał na początku – nie dość, że udało mu się mocno uszkodzić swojego żywiciela, to jeszcze upewnił się co do istot, których poszukiwał. Żyły i do tego były w stanie korzystać z tego, co podarował im, gdy jeszcze miał nad nimi władzę. Teraz musiał tylko doprowadzić je do siebie.
            Dzięki wspomnieniom nietoperza doskonale wiedział, jak tego dokonać.
            Szkarłatne ślepie ostatni raz spojrzało na powoli wstającą czarnowłosą. Wciąż słabiutka, ale dzięki niemu może się to zmienić. Musiał znaleźć innego żywiciela, by wprowadzić swój plan w życie; opuścił ciało Degira, pozwalając na to, by w końcu odzyskał kontrolę nad mięśniami.
Wkrótce znów będziemy rodziną. Czyż to nie wspaniałe?
            Nietoperz jęknął z bólu, gdy każda z mniejszych i większych ranek dała o sobie znać. Czuł się dziwnie pusty, nie za bardzo też wiedział, dlaczego tak cholernie bolało go skrzydło ani dlaczego dwie postaci stały nad nim, z czego ta wyższa wskazywała na niego palcem, krzycząc coś do niższej, wyraźnie zgarbionej. Na początku nie mógł zrozumieć o czym mówili, wszystko wydawało się bezsensownym koncertem przypadkowych głosek, jednak gdy jego umysł stał się nieco jaśniejszy, rozróżnił poszczególne słowa.
            -To nie jego wina, coś musiało…
            -Kpisz sobie ze mnie?! Chciał Cię zabić!
            Zabić? On? Nie, nigdy nawet nie myślał o tym, żeby mordować, przecież miał pożywienia pod dostatkiem, ciepłe posłanie i kochającą, choć wielogatunkową rodzinę. Tylko narobiłby sobie problemów…
            Gdy wzrok nabrał trochę ostrości dostrzegł swoją Panią wpatrującą się w niego ze smutkiem. Dlaczego tak na niego patrzy? Przegrał walkę, której nie pamięta? Nabałaganił?
            Wyciągnął w jej stronę zdrowe skrzydło, cicho sapiąc, jednak czyjaś noga przycisnęła je do ziemi. Znów usłyszał ten głos.
            -Nie pozwolę, żeby takie ścierwo przebywało w Twoim towarzystwie… Jeszcze dzisiaj skończy w ziemi.

6 komentarzy:

  1. Ja i tablet w końcu ogarnęliśmy życie i w końcu mogę skomentować! *-*
    Po pierwsze, co już mówiłam, to serio super opko, bo i fajnie łączysz poszczególne elementy tak, że super się czyta, a postacie mają ciekawe charaktery xD
    Już nie mówiąc o intrygującej fabule i super pomysłem, by uwaga czytelnika skupiała się w równym stopniu na roli Pokemonów, jak i ludzi. C:
    Weny życzę i czekam na kolejne rozdziały! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, brawo Ty! xD
      Dziękuję za miłe słowa, staram się, żeby jakoś lekko to wchodziło, choć ciągle wydaje mi się, że momentami za bardzo przeciągam ;-;
      Właśnie o to chodzi ^_^ Stop pomijaniu odczuć Pokemonów tak jak w anime! >O<
      Dziękuję i wzajemnie :3
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Cześć!
    Komentarz miał być wcześniej, ale ja wiecznie zabiegany.

    Twoje opowiadanie jest naprawdę dobre. I już powoli zaczyna ogarniać postaci, a było ich sporo.

    Hmm... opętania i inne akcje, zapowiada się ciekawie. Bardzo fajny opis walki, w szczególności ataków Charizarda,z tego co dobrze zrozumiałem użył smoczego oddechu?

    Nie ma co, Reksha ma bardzo silne pokemony. Taka liderka to musi być zmorą każdego początkującego trenera.

    Pozdrawiam i zabieram się do czytania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo!
      Fanie, że znalazłeś czas :)

      Widzę więc, ze na dłuższą metę aż tak nie przeszkadza w czytaniu.

      Niestety nie, był to Smoczy Puls; brałam przykład z ukazania go u Rayquazy w OVA "Najsilniejsza Mega Ewolucja".

      Zmorą każdego początkującego, która tą zmorą być nie chce xD Ale co zrobić, jak dziesięciolatek i jego świeżo odebrany Squirtle są na etapie podróży "Jestem najlepszy i wygram wszystko"?

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Witam ;)
    No w końcu wracam do czytania i jestem zadowolony. Czuję intrygę i to na wielką skalę, jestem ciekawy jak to się dalej potoczy, więc za chwilę lecę czytać kolejny rozdział, ale najpierw dokończę komentarz. Znowu końcówka jest tak emocjonująca i to trzeci raz pod rząd, masz do tego smykałkę. To coś co opętało Degira z pewnością będzie nieznośnym przeciwnikiem, już teraz widać, że skrywasz jakiś mroczny sekret z przeszłości ;). Wyczuwam jakąś niechęć w stosunku do Noiverna nie tylko przez pryzmat sytuacji z tego rozdziału, jakby większość go nie akceptowało. Namąciłem trochę tymi swoimi odczuciami, ale jeszcze bardziej polubiłem Degira. Z pewnością jeszcze wiele wycierpi... To do zobaczenia pod następnym rozdziałem ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :D
      Intryga? Czemu nie? Choć szczegóły zachowam dla siebie =w=
      Kurcze, aż mi serducho rośnie, jak czytam Twoje przemyślenia; nie tyle z powodu ich toku, a samego faktu, że moje "wypuszczanie" weny w internet tak Cię pochłania. To chyba największy sukces, jaki odnieść może pisarz, nawet taki amator jak ja. *^*
      Degir widzę, numer jeden w Twoim rankingu ;) Mam nadzieję, że z biegiem rozdziałów polubisz go jeszcze bardziej, a inni bohaterowie też zaskarbią sobie Twoją sympatię ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń