poniedziałek, 9 listopada 2015

1.Dobre złego początki

            Balmadar zablokował szarżującego Taurosa mocnym chwytem za rogi i przerzucił nad sobą, rycząc wojowniczo. Gdy ostatki kurzu rozpłynąwszy się w powietrzu ukazały nieruchomego byka, padł werdykt.
            -Tauros niezdolny do dalszej walki, wygrywa Nidoking!
            Fioletowy stwór zawył tryumfalnie, unosząc ogromne łapy ku niebu – nieważne, jak często wygrywał, każdy pokonany przeciwnik zalewał go ogromną falą radości. Szczególnie wtedy, gdy nie musiał zbytnio namęczyć się przy walce. Może jeszcze jeden pojedynek? Z chęcią skopałby jeszcze kilka tyłków... Spojrzał wyczekująco na chłopaka stojącego naprzeciw niego, licząc w duchu na kolejną smugę światła zwiastującą jeszcze więcej zabawy. Ten jednak tylko zamknął swojego podopiecznego w biało-czerwonej kuli.
            Rozczarował się.
            Młody trener przestał go interesować. Zwyczajnie nudny, jak większość tych, którzy tu przychodzili – często stawały przed nim słabe Fearowy, Sudowoodo i te, których nawet nie znał, te egzotyczne, z odległych miejsc. Mogłoby się wydawać, że ludzie dają mu je w ofierze; przecież mógł je zmiażdżyć kichnięciem...
            Jego Pani powiedziała mu, że ci, którzy jeszcze ich nie spotkali, uważają ich za żółtodziobów, kompletnie niewprawionych w boju – co za bzdura! Jego życie przepełnione było zwycięskimi walkami i ciężką pracą, która wyniosła go na wyżyny gatunku. Mało kto mógł mu teraz zagrozić!
            Niespodziewanie do jego wrażliwych uszu dotarł narastający dźwięk kroków. To musiała być Ona. Z cichym pomrukiem zwrócił ogromny łeb w stronę tej, którą bezgranicznie kochał; swojej Pani. Uśmiechała się, chyba była z niego zadowolona.
            -Dobra robota, Balm. - Objęła jego szyję, uważając na kark naszpikowany trującymi kolcami, i oparła czoło o jego pysk. Zadrżał od nagłego uczucia ciepła, ale było to zbyt przyjemne, żeby mógł odskoczyć tak, jak robił to, gdy obce ręce zapragnęły go dotknąć. Przymknął lekko zielone ślepia i zamerdał masywnym ogonem, co w efekcie spowodowało lekkie trzęsienie ziemi. Chyba niczego nie uszkodził..?
            Nagle ciepło, na którym się skupiał, zniknęło, zastąpione przez łaskoczące futro. Zagotowało się w nim.
            Mógłby przysiąc, że prawie rozerwałby na strzępy rozochoconą Espeon, która właśnie wepchnęła się między niego a Panią, jednak Inferno, wielki Charizard, przytrzymał go w ostatniej chwili.
            Niech Was szlag. - Syknął rozeźlony, na co winowajczyni, Andra, tylko zapiszczała, by w mgnieniu oka owinąć się wokół Jej szyi. Zawarczał gardłowo, ale opuścił dwa upstrzone pazurami moździerze, którymi przed chwilą znokautował przeciwnika. - Tym razem Ci odpuszczę, mała pchło.
            Znowu wystrychnęła Cię na Horsea? - Za nim pojawił się ogromny Noivern, najwidoczniej rozbawiony całą tą sytuacją, bo krzywy uśmiech nie schodził z jego pyska. Prychnął.
            Może i byli zgraną ekipą, ale w takich momentach jak ten najchętniej zakopałby ich piętnaście metrów pod ziemią.
            On zaraz zmiażdży mi czaszkę! - Nagle obok nich przebiegł spanikowany Greninja z Eelektrossem przyssanym do głowy. Najwidoczniej podłużna, skrząca się czapka nie przypadła mu do gustu, bo w pewnym momencie desperacja zmusiła go do uderzania głową w ścianę. - Zdejmijcie go ze mnie!
            Jestem głodny! - Zacharczał elektryczny węgorz, przysysając się mocniej; nie pozwoli, by pokonała go byle ściana!
            -Lyn! - Krzyknęła Liderka, podbiegając do wciąż kaleczącego się Pokemona, takie wydarzenia były normą, Eelektross dorósł dość niedawno, więc jego ciało ciągle potrzebowało energii. Do tego sam Pokemon nie potrafił nad tym zapanować. - Zostaw Sukurysa, ale już!
            Zaraz będzie obiad! - Inferno wczuwszy się w rolę mediatora w ich paczce pojawił się przy poszkodowanym. Węgorz zasyczał groźnie widocznie oszukany.
            Mówiliście to samo pół godziny temu! Potrzebuję żarcia!
            -Sukurys to przyjaciel, nie żarcie!
            Przyjaciół się nie je, Lyn! - Dodała Andra, wdrapując się na łeb elektrycznego Pokemona. Najwidoczniej liczyła na to, że skakanie po nim w jakiś sposób zniechęci go do pożarcia żaby. Charizard tak bardzo chciał pomóc, że w nagłym, wywołanym paniką odruchu złapał ogon węgorza i zaczął go ciągnąć. Efekt był natychmiastowy, dosyć bolesny i niezwykle elektryzujący dla całej trójki będącej w bezpośrednim kontakcie z Eelektrossem.
            Dobrze, że chociaż się odczepił... - Sapnął Noivern, pojawiwszy się obok swojej Pani.

            -Kolejny produktywny dzień z głowy... - Obwieściła Reksha, zamykając na klucz ogromne wrota Sali Gimnastycznej ze śpiącymi wewnątrz Pokemonami, które nie mogły zmieścić się w małym domku jej dziadka. Nie miała bowiem serca trzymać ich w PokeBallach.
            Odgarnęła sterczący nad czołem intensywnie rudy kosmyk i spojrzała na stojącego nieopodal chłopaka uporczywie wpatrującego się w niebo. Nie wyglądał na zmęczonego po kilkunastu godzinach rozsądzania pojedynków, co w jego wypadku było niemałym sukcesem, zważając na monotonność jego pracy.
            Cicho do niego podeszła, by nagle rzucić mu się na szyję z radosnym piskiem, licząc na to, że chociaż trochę go przestraszy. Ten jednak zareagował dopiero po chwili i to nie tak, jak sobie to wyobrażała; był nieobecny, zupełnie jakby nagle wyrwała go z drzemki. Czyżby wpatrywanie się w gwiazdy było aż tak zajmujące?
            -Gdyby nie to, że byłem z Tobą cały dzień, nie uwierzyłbym, że przez dobre dwanaście godzin broniłaś swojej odznaki. - Powiedział do niej, uśmiechając się lekko. Mogłaby przysiąc, że przez moment jego intensywnie zielone oczy, w głąb  których często lubiła patrzeć, stały się idealnie, wręcz nienaturalnie złote. -Zaniemówiłaś? Przed chwilą przecież tryskałaś energią.
            -Wszystko ze mnie wyssałeś, wielki Zubacie! - Teatralnie ziewnęła, uwolniwszy wcześniej towarzysza. Rzeczywiście poczuła się jak po spotkaniu z tym przerośniętym nietoperzem; nagle zapragnęła zakopać się w swojej ciepłej kołdrze, zaraz po opróżnieniu kubka z ciepłym mlekiem. Dobrze, że ich dom znajdował się dość blisko jej miejsca pracy, o ile tak można nazwać Salę Gimnastyczną, której Liderką była.
            Świat Elity i oryginalnych odznak otworzył się przed nią kilka miesięcy temu, gdy, po śmierci Blaina, ukończono budowę nowej Siłowni w Lawandii. Ta pierwotna, z wysp Cynoberu, została zamknięta, ze względu na liczne ostatnimi czasy trzęsienia ziemi.
            Rekomendację najpewniej wniósł sam Blaine, przeczuwając, że niedługo będzie musiał rozstać się z Salą z powodu swojego pogarszającego się z dnia na dzień stanu zdrowia. Kilka dni przed jego śmiercią dostała zawiadomienie, by udać się do Ligi Pokemon. Jej marzeniem była tego typu praca, nie spodziewała się jednak, że się tak szybko ziści, bo dwa dni później, już po niezbędnych testach, toczyła swoją pierwszą walkę, broniąc nowej odznaki – Ornamentu Muzy.
            -Swoją drogą, Esmerald, gdzie byłeś  przed przerwą obiadową? - Zmrużyła podejrzliwie oczy niezbyt zadowolona z faktu, iż jej towarzysz tak po prostu zniknął w chwili, gdy najbardziej go potrzebowała. W końcu sam był hodowcą, wiedziałby, co trzeba było uczynić w wypadku nagłego ataku głodu u Lyna. Na ich szczęście Eelektross nie wysilił się przy swoim Piorunie, więc Inferno, Andra i Sukurys nieszczególnie ucierpieli. Skończyło się na małych poparzeniach.
            -Poszedłem po jedzenie do dziadka, zapomniałaś, że Lyn ma napady gastro po walce? - Odparł, jak gdyby nigdy nic, kompletnie nieświadomy wypadku, który miał miejsce podczas jego nieobecności. Reksha z drgającą brwią zaklęła pod nosem rozdrażniona. Że też nie wzięła wcześniej trochę karmy na zapas...
             Zła na siebie i do tego zmęczona przeczesała palcami włosy, jak to miała w zwyczaju, i spojrzała na zegarek. Jęknęła z niedowierzaniem, widząc godzinę. - Rald, dziadek nas zabije. Dochodzi druga, musimy się zbierać.
            -W nocy robisz się strasznie marudna... - Westchnął chłopak zrezygnowany, ale chcąc nie chcąc musiał przyznać jej rację; obudzenie dziadka Fujiego było równoznaczne z tymczasowym wyrzuceniem z domu bądź dodatkową porcją robót przy lepszych wiatrach. Pan Pokemon dobry był tylko i wyłącznie dla Pokemonów.

            Srebrzysta tarcza księżyca oświetlała ciemnogranatową taflę wody nieopodal Wysp Morskiej Piany. Tej nocy było tutaj wyjątkowo zimno i ponuro, leniwy szum fal odbijających się od skał był jedynym dźwiękiem wśród panującej wokół ciszy. Żadnych Pokemonów; te które mogły, prowadzone przedziwnym, ale jakże upiornym przeczuciem, skryły się wewnątrz jaskini. Inne zaś zniknęły w najgłębszych czeluściach oceanu, chroniąc się przed nieznanym. Okolica wydawała się kompletnie martwa i odseparowana.
            Wtem jasne, białe światło księżyca ustąpiło miejsca krwistej czerwieni, podobnej do wspaniałego Rubinu z Hoenn, jednak była ona matowa, martwa. Wręcz wysysała blask, który walczący jeszcze satelita uwalniał. Nagle z nieokreślonego źródła rozbrzmiał niski, głęboki śpiew; najpierw pojedyncza sylaba, potem kolejne zmieszane z piskami i krzykami uciekających z głębin wodnych Pokemonów. Zanim jednak te najbardziej powolne oddaliły się wystarczająco od obiektu ich przerażenia, czarne, lepkie macki wychynęły z lodowatej wody i zaciągnęły je z powrotem w głębiny. Ofiary nie wypłynęły już na powierzchnię.
            Powstała w wodzie ciemna plama krwi zakotłowała się, wielkie fale z coraz to większą siłą i zaciętością smagały skały nieopodal. Niespodziewanie szkarłatne światło skorumpowanego księżyca zostało przysłonięte przez ogromne, czarne cielsko o opływowym kształcie. Wytrysnęło z wody jak rakieta, by kilka metrów nad jej taflą rozłożyć skrzydła tak ogromne, jak te samolotu. Upiorna istota zaryczała donośnie zdeformowanym, chrypliwym piskiem nie przypominającym żadnego dźwięku, jaki można by kiedykolwiek usłyszeć.
           
            Wróciłem.
           

            Ja zawsze wracam.

4 komentarze:

  1. Cześć.
    Wpadłem i jestem zadowolony, że przeczytałem Twoje opowiadanie. Jest naprawdę dobre, najlepsze z ostatnio powstałych. Czyta się przyjemnie. Jest na pewno dużo bohaterów, co mnie trochę myliło, ale z biegiem wydarzeń pewnie wszystko ogarnę. Jestem pod wrażeniem.
    Czyżby trzęsienia ziemi nie były przypadkowe? I w jakich pokemonach liderka się specjalizuję, bo nie ogarniam :D. Tak czy inaczej będę czytał dalej i zobaczę, czy znajdę odpowiedz na pytania.

    Rzecz jasna lądujesz u mnie w linkach, dzięki za dodanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Dziękuję za Twoją opinię, trochę popędziła motorek wyobraźni, żebym w końcu napisała kolejny rozdział :P Wielu bohaterów tylko na początku, jak mniemam - rzuciłam się na opisywanie samych Pokemonów, żeby nie zrobić z nich nierozumnych pupili z wielką mocą, choć pewnie z biegiem czasu ta ilość ograniczy się do tych głównych stworków, z ewentualnymi wtrąceniami tych mnie zaangażowanych w całą sprawę. Myślę, że wtedy ogarnięcie nie będzie aż takie ciężkie c:
      Cóż, tymi pytaniami trochę podpowiedziałeś mi, co powinnam poruszyć w dalszych częściach, nie zostawię ich bez odpowiedzi, choć znając mnie i moje zapominalstwo coś pominę i znów będą dzikie niejasności.
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Witam ;)
    Na razie jak to bywa zazwyczaj na początku taki lekki klimat, ale czuć, że niebawem to się zmieni szczególnie na końcu. Jak już jestem przy tym to zaintrygowała mnie ta tajemnicza istota, a końcówka została świetnie opisana, zresztą jak i całość. Mam nadzieję, że w dalszych rozdziałach napotkam coś na tyle mrocznego by przetrzepało mi banie, ale to tylko takie małe nadzieje z mojej strony. Oczywiście będę czytał dalej i dodaje Cię u mnie do polecanych. Do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka :D
      Cóż, mam nadzieję, że przybliżę Ci tę istotę w kolejnych rozdziałach, kto jak kto, ale ona nie może być pominięta. Ale nie spieszmy się, mamy czas.
      Mam nadzieję, że moja koncepcja poprowadzenia tego sprosta Twoim oczekiwaniom i trochę "przetrzepie" Ci tę banię ;)
      Dziękuję bardzo i odwdzięczam się tym samym. Widzę z resztą, że mam sporo do nadrobienia, ale to dobrze, zaczynało brakować mi czegoś ciekawego do poczytania c:
      Pozdrawiam!

      Usuń