Balmadar zablokował szarżującego Taurosa mocnym
chwytem za rogi i przerzucił nad sobą, rycząc wojowniczo. Gdy ostatki kurzu
rozpłynąwszy się w powietrzu ukazały nieruchomego byka, padł werdykt.
-Tauros niezdolny do dalszej walki, wygrywa
Nidoking!
Fioletowy
stwór zawył tryumfalnie, unosząc ogromne łapy ku niebu – nieważne, jak często
wygrywał, każdy pokonany przeciwnik zalewał go ogromną falą radości.
Szczególnie wtedy, gdy nie musiał zbytnio namęczyć się przy walce. Może jeszcze
jeden pojedynek? Z chęcią skopałby jeszcze kilka tyłków... Spojrzał wyczekująco
na chłopaka stojącego naprzeciw niego, licząc w duchu na kolejną smugę światła
zwiastującą jeszcze więcej zabawy. Ten jednak tylko zamknął swojego
podopiecznego w biało-czerwonej kuli.
Młody
trener przestał go interesować. Zwyczajnie nudny, jak większość tych, którzy tu
przychodzili – często stawały przed nim słabe Fearowy, Sudowoodo i te, których
nawet nie znał, te egzotyczne, z odległych miejsc. Mogłoby się wydawać, że
ludzie dają mu je w ofierze; przecież mógł je zmiażdżyć kichnięciem...
Jego
Pani powiedziała mu, że ci, którzy jeszcze ich nie spotkali, uważają ich za
żółtodziobów, kompletnie niewprawionych w boju – co za bzdura! Jego życie
przepełnione było zwycięskimi walkami i ciężką pracą, która wyniosła go na
wyżyny gatunku. Mało kto mógł mu teraz zagrozić!
Niespodziewanie
do jego wrażliwych uszu dotarł narastający dźwięk kroków. To musiała być Ona. Z
cichym pomrukiem zwrócił ogromny łeb w stronę tej, którą bezgranicznie kochał;
swojej Pani. Uśmiechała się, chyba była z niego zadowolona.
-Dobra robota, Balm. - Objęła jego
szyję, uważając na kark naszpikowany trującymi kolcami, i oparła czoło o jego
pysk. Zadrżał od nagłego uczucia ciepła, ale było to zbyt przyjemne, żeby mógł
odskoczyć tak, jak robił to, gdy obce ręce zapragnęły go dotknąć. Przymknął
lekko zielone ślepia i zamerdał masywnym ogonem, co w efekcie spowodowało
lekkie trzęsienie ziemi. Chyba niczego nie uszkodził..?
Nagle
ciepło, na którym się skupiał, zniknęło, zastąpione przez łaskoczące futro.
Zagotowało się w nim.
Mógłby
przysiąc, że prawie rozerwałby na strzępy rozochoconą Espeon, która właśnie
wepchnęła się między niego a Panią, jednak Inferno, wielki Charizard,
przytrzymał go w ostatniej chwili.
Niech
Was szlag. - Syknął rozeźlony, na co winowajczyni, Andra, tylko
zapiszczała, by w mgnieniu oka owinąć się wokół Jej szyi. Zawarczał gardłowo,
ale opuścił dwa upstrzone pazurami moździerze, którymi przed chwilą znokautował
przeciwnika. - Tym razem Ci odpuszczę, mała pchło.
Znowu
wystrychnęła Cię na Horsea? - Za nim pojawił
się ogromny Noivern, najwidoczniej rozbawiony całą tą sytuacją, bo krzywy
uśmiech nie schodził z jego pyska. Prychnął.
Może
i byli zgraną ekipą, ale w takich momentach jak ten najchętniej zakopałby ich
piętnaście metrów pod ziemią.
On
zaraz zmiażdży mi czaszkę! - Nagle obok nich przebiegł spanikowany Greninja
z Eelektrossem przyssanym do głowy. Najwidoczniej podłużna, skrząca się czapka
nie przypadła mu do gustu, bo w pewnym momencie desperacja zmusiła go do
uderzania głową w ścianę. - Zdejmijcie go ze mnie!
Jestem
głodny! - Zacharczał elektryczny węgorz, przysysając
się mocniej; nie pozwoli, by pokonała go byle ściana!
-Lyn! - Krzyknęła Liderka, podbiegając
do wciąż kaleczącego się Pokemona, takie wydarzenia były normą, Eelektross
dorósł dość niedawno, więc jego ciało ciągle potrzebowało energii. Do tego sam
Pokemon nie potrafił nad tym zapanować. - Zostaw
Sukurysa, ale już!
Zaraz
będzie obiad! - Inferno wczuwszy się w rolę mediatora w ich paczce pojawił
się przy poszkodowanym. Węgorz zasyczał groźnie widocznie oszukany.
Mówiliście
to samo pół godziny temu! Potrzebuję żarcia!
-Sukurys to przyjaciel, nie
żarcie!
Przyjaciół
się nie je, Lyn! - Dodała Andra, wdrapując się na łeb elektrycznego
Pokemona. Najwidoczniej liczyła na to, że skakanie po nim w jakiś sposób
zniechęci go do pożarcia żaby. Charizard tak bardzo chciał pomóc, że w
nagłym, wywołanym paniką odruchu złapał ogon węgorza i zaczął go ciągnąć. Efekt
był natychmiastowy, dosyć bolesny i niezwykle elektryzujący dla całej trójki
będącej w bezpośrednim kontakcie z Eelektrossem.
Dobrze,
że chociaż się odczepił... - Sapnął Noivern, pojawiwszy się obok swojej
Pani.
-Kolejny produktywny dzień z głowy... -
Obwieściła Reksha, zamykając na klucz ogromne wrota Sali Gimnastycznej ze
śpiącymi wewnątrz Pokemonami, które nie mogły zmieścić się w małym domku jej
dziadka. Nie miała bowiem serca trzymać ich w PokeBallach.
Odgarnęła
sterczący nad czołem intensywnie rudy kosmyk i spojrzała na stojącego nieopodal
chłopaka uporczywie wpatrującego się w niebo. Nie wyglądał na zmęczonego po
kilkunastu godzinach rozsądzania pojedynków, co w jego wypadku było niemałym
sukcesem, zważając na monotonność jego pracy.
Cicho do niego podeszła, by nagle rzucić mu się na szyję z radosnym piskiem, licząc na to, że chociaż trochę go przestraszy. Ten jednak zareagował dopiero po chwili i to nie tak, jak sobie to wyobrażała; był nieobecny, zupełnie jakby nagle wyrwała go z drzemki. Czyżby wpatrywanie się w gwiazdy było aż tak zajmujące?
Cicho do niego podeszła, by nagle rzucić mu się na szyję z radosnym piskiem, licząc na to, że chociaż trochę go przestraszy. Ten jednak zareagował dopiero po chwili i to nie tak, jak sobie to wyobrażała; był nieobecny, zupełnie jakby nagle wyrwała go z drzemki. Czyżby wpatrywanie się w gwiazdy było aż tak zajmujące?
-Gdyby nie to, że byłem z Tobą cały dzień,
nie uwierzyłbym, że przez dobre dwanaście godzin broniłaś swojej odznaki. -
Powiedział do niej, uśmiechając się lekko. Mogłaby przysiąc, że przez moment
jego intensywnie zielone oczy, w głąb
których często lubiła patrzeć, stały się idealnie, wręcz nienaturalnie
złote. -Zaniemówiłaś? Przed chwilą
przecież tryskałaś energią.
-Wszystko ze mnie wyssałeś, wielki Zubacie!
- Teatralnie ziewnęła, uwolniwszy wcześniej towarzysza. Rzeczywiście
poczuła się jak po spotkaniu z tym przerośniętym nietoperzem; nagle zapragnęła
zakopać się w swojej ciepłej kołdrze, zaraz po opróżnieniu kubka z ciepłym
mlekiem. Dobrze, że ich dom znajdował się dość blisko jej miejsca pracy, o ile
tak można nazwać Salę Gimnastyczną, której Liderką była.
Świat
Elity i oryginalnych odznak otworzył się przed nią kilka miesięcy temu, gdy, po
śmierci Blaina, ukończono budowę nowej Siłowni w Lawandii. Ta pierwotna, z wysp
Cynoberu, została zamknięta, ze względu na liczne ostatnimi czasy trzęsienia
ziemi.
Rekomendację
najpewniej wniósł sam Blaine, przeczuwając, że niedługo będzie musiał rozstać
się z Salą z powodu swojego pogarszającego się z dnia na dzień stanu zdrowia.
Kilka dni przed jego śmiercią dostała zawiadomienie, by udać się do Ligi
Pokemon. Jej marzeniem była tego typu praca, nie spodziewała się jednak, że się
tak szybko ziści, bo dwa dni później, już po niezbędnych testach, toczyła swoją
pierwszą walkę, broniąc nowej odznaki – Ornamentu Muzy.
-Swoją drogą, Esmerald, gdzie byłeś przed przerwą obiadową? - Zmrużyła
podejrzliwie oczy niezbyt zadowolona z faktu, iż jej towarzysz tak po prostu
zniknął w chwili, gdy najbardziej go potrzebowała. W końcu sam był hodowcą,
wiedziałby, co trzeba było uczynić w wypadku nagłego ataku głodu u Lyna. Na ich
szczęście Eelektross nie wysilił się przy swoim Piorunie, więc Inferno, Andra i
Sukurys nieszczególnie ucierpieli. Skończyło się na małych poparzeniach.
-Poszedłem po jedzenie do dziadka,
zapomniałaś, że Lyn ma napady gastro po walce? - Odparł, jak gdyby nigdy
nic, kompletnie nieświadomy wypadku, który miał miejsce podczas jego
nieobecności. Reksha z drgającą brwią zaklęła pod nosem rozdrażniona. Że też
nie wzięła wcześniej trochę karmy na zapas...
Zła na siebie i do tego zmęczona przeczesała
palcami włosy, jak to miała w zwyczaju, i spojrzała na zegarek. Jęknęła z
niedowierzaniem, widząc godzinę. - Rald, dziadek nas zabije. Dochodzi druga,
musimy się zbierać.
-W nocy robisz się strasznie marudna...
- Westchnął chłopak zrezygnowany, ale chcąc nie chcąc musiał przyznać jej
rację; obudzenie dziadka Fujiego było równoznaczne z tymczasowym wyrzuceniem z
domu bądź dodatkową porcją robót przy lepszych wiatrach. Pan Pokemon dobry był
tylko i wyłącznie dla Pokemonów.
Srebrzysta
tarcza księżyca oświetlała ciemnogranatową taflę wody nieopodal Wysp Morskiej
Piany. Tej nocy było tutaj wyjątkowo zimno i ponuro, leniwy szum fal
odbijających się od skał był jedynym dźwiękiem wśród panującej wokół ciszy.
Żadnych Pokemonów; te które mogły, prowadzone przedziwnym, ale jakże upiornym
przeczuciem, skryły się wewnątrz jaskini. Inne zaś zniknęły w najgłębszych
czeluściach oceanu, chroniąc się przed nieznanym. Okolica wydawała się
kompletnie martwa i odseparowana.
Wtem
jasne, białe światło księżyca ustąpiło miejsca krwistej czerwieni, podobnej do
wspaniałego Rubinu z Hoenn, jednak była ona matowa, martwa. Wręcz wysysała
blask, który walczący jeszcze satelita uwalniał. Nagle z nieokreślonego źródła
rozbrzmiał niski, głęboki śpiew; najpierw pojedyncza sylaba, potem kolejne
zmieszane z piskami i krzykami uciekających z głębin wodnych Pokemonów. Zanim
jednak te najbardziej powolne oddaliły się wystarczająco od obiektu ich
przerażenia, czarne, lepkie macki wychynęły z lodowatej wody i zaciągnęły je z
powrotem w głębiny. Ofiary nie wypłynęły już na powierzchnię.
Powstała
w wodzie ciemna plama krwi zakotłowała się, wielkie fale z coraz to większą
siłą i zaciętością smagały skały nieopodal. Niespodziewanie szkarłatne światło
skorumpowanego księżyca zostało przysłonięte przez ogromne, czarne cielsko o
opływowym kształcie. Wytrysnęło z wody jak rakieta, by kilka metrów nad jej
taflą rozłożyć skrzydła tak ogromne, jak te samolotu. Upiorna istota zaryczała
donośnie zdeformowanym, chrypliwym piskiem nie przypominającym żadnego dźwięku,
jaki można by kiedykolwiek usłyszeć.
Wróciłem.
Ja zawsze wracam.
Cześć.
OdpowiedzUsuńWpadłem i jestem zadowolony, że przeczytałem Twoje opowiadanie. Jest naprawdę dobre, najlepsze z ostatnio powstałych. Czyta się przyjemnie. Jest na pewno dużo bohaterów, co mnie trochę myliło, ale z biegiem wydarzeń pewnie wszystko ogarnę. Jestem pod wrażeniem.
Czyżby trzęsienia ziemi nie były przypadkowe? I w jakich pokemonach liderka się specjalizuję, bo nie ogarniam :D. Tak czy inaczej będę czytał dalej i zobaczę, czy znajdę odpowiedz na pytania.
Rzecz jasna lądujesz u mnie w linkach, dzięki za dodanie.
Hej :)
UsuńDziękuję za Twoją opinię, trochę popędziła motorek wyobraźni, żebym w końcu napisała kolejny rozdział :P Wielu bohaterów tylko na początku, jak mniemam - rzuciłam się na opisywanie samych Pokemonów, żeby nie zrobić z nich nierozumnych pupili z wielką mocą, choć pewnie z biegiem czasu ta ilość ograniczy się do tych głównych stworków, z ewentualnymi wtrąceniami tych mnie zaangażowanych w całą sprawę. Myślę, że wtedy ogarnięcie nie będzie aż takie ciężkie c:
Cóż, tymi pytaniami trochę podpowiedziałeś mi, co powinnam poruszyć w dalszych częściach, nie zostawię ich bez odpowiedzi, choć znając mnie i moje zapominalstwo coś pominę i znów będą dzikie niejasności.
Dziękuję i pozdrawiam!
Witam ;)
OdpowiedzUsuńNa razie jak to bywa zazwyczaj na początku taki lekki klimat, ale czuć, że niebawem to się zmieni szczególnie na końcu. Jak już jestem przy tym to zaintrygowała mnie ta tajemnicza istota, a końcówka została świetnie opisana, zresztą jak i całość. Mam nadzieję, że w dalszych rozdziałach napotkam coś na tyle mrocznego by przetrzepało mi banie, ale to tylko takie małe nadzieje z mojej strony. Oczywiście będę czytał dalej i dodaje Cię u mnie do polecanych. Do następnego ;)
Hejka :D
UsuńCóż, mam nadzieję, że przybliżę Ci tę istotę w kolejnych rozdziałach, kto jak kto, ale ona nie może być pominięta. Ale nie spieszmy się, mamy czas.
Mam nadzieję, że moja koncepcja poprowadzenia tego sprosta Twoim oczekiwaniom i trochę "przetrzepie" Ci tę banię ;)
Dziękuję bardzo i odwdzięczam się tym samym. Widzę z resztą, że mam sporo do nadrobienia, ale to dobrze, zaczynało brakować mi czegoś ciekawego do poczytania c:
Pozdrawiam!