No
to… hej? Trochę mnie tu nie było. Znowu. Te dzikie przerwy miedzy postami
powinny stać się symbolem tego bloga xD Mogę się wykręcać brakiem weny, ale
to stara śpiewka, która nie powinna nikogo dziwić. Niestety ostatnimi czasy moje
zainteresowanie światem Pokemonów złamało sobie kark i zamiast pisać kolejny
rozdział zastanawiam się nad wpływem intensywności zorzy polarnej na produkcję
ketchupu włocławskiego. I, co gorsze, obawiam się, że prędzej napiszę
kilometrowy esej na ten temat, aniżeli siódmy rozdział ^.^”””
Zaczęły się wakacje, pora
odpoczynku od kopania nosem w podręcznikach, więc liczę na powrót chęci i
pomysłów na Kvalta. No i oczywiście mam czas, żeby nadrobić swoje wszystkie
zaległości na blogach niektórych czytelników, bo jak widzę, jestem tam, gdzie
kończy się Diglett, a to niezbyt korzystna lokalizacja.
Tymczasem zapraszam na dalszą część Dziennika Pierwszego, mam nadzieję, że Was zainteresuje :)
Tymczasem zapraszam na dalszą część Dziennika Pierwszego, mam nadzieję, że Was zainteresuje :)
***
Wracając jednak do
samych zaczątków tego świata: wasz powstał dzięki jaszczurowi, mój był płodem
czystego przypadku. Najpierw była Nicość, z niej zaś wyłonił się On. Sam
nazywał siebie Kochankiem Pustki, więc logicznym będzie określanie go w taki
sposób.
Kochanek ów stał się czymś pośrednim
między istotą żywą, a czystą potęgą; ogniwem łączącym Otchłań ze światem
rzeczywistym, który później wypłynie z jej spaczonego łona. Pierwsza próba
Pustki, chcącej za wszelką cenę okiełznać to, co bez ustanku się od niej
odrywało.
Jej twór w pewnym sensie był
inteligentny, choć to nie do końca prawda. On sam BYŁ INTELIGENCJĄ, bytem
uosabiającym to, co Nicość skryła głęboko za instynktem. Dopełniali się. Ona
miała moc, On miał wiedzę, choć jedno zazdrościło temu drugiemu. A ich zazdrość
była gorętsza od wciąż płonącego rdzenia Otchłani. Przez to wywiązała się
między nimi walka – Pustka tworzyła, jej Kochanek niszczył, gdyż sam nie miał
mocy, by stworzyć coś samemu. Dzięki tym dziecinnym kłótniom ze skał powstały
planety, z przypadkowo naruszonego rdzenia Matki powstały gwiazdy, elementy
układanki tak małe, że Kochanek zwyczajnie ich nie dostrzegł, pozostawiając
samym sobie, by krążyły między nimi, niczym pierze podczas walk Spearowów.
Z czasem jednak pierza było zbyt
dużo i zaczęło przeszkadzać.
Oblubieniec Pustki w pewnej
chwili pokochał niszczenie bardziej od Nicości, dlatego za jedyne prawidłowe
rozwiązanie uznał pozbycie się okruchów. Matka nie chciała na to pozwolić, lecz
osłabiona trwającą wieczność walką była zaledwie ćwiartką swojej dawnej
świetności, plamą unoszoną w mroku, praktycznie na łasce swego syna i kochanka
jednocześnie.
Więc zniszczył i Ją, a jej rdzeń
pożarł, by zyskać jej moc.
Może mała gierka na „rozluźnienie”?
Policzymy zdrajców, poczynając od samego początku świata. Będzie zabawnie, a ja
sam uporządkuję to, co wiem. Zatem Kochanek oprócz beztroskiego druzgotania
wszystkiego, co napotkał na swej drodze potrafił coś stworzyć. Pech chciał, że
było to oszustwo, a pierwszym renegatem stał się on sam.
Pierwszy Zdrajca.
Lecz nie warto roztkliwiać się na
czymś tak mało istotnym jak śmierć jedynego stworzenia, któremu na nas
zależało; historia toczy się dalej, choć pojęcie czasu ulokowało się w niej
dopiero w momencie narodzin dobrze Wam znanej Dialgii. Ona, wraz ze swoimi
gadzimi przyjaciółmi miała być prymarnym pokoleniem sług Kochanka, prymarnymi
eksperymentami… i prymarnymi ofiarami.
Oblubieniec nie należał do istot
delikatnych, nie zadowalał się zbyt szybko ani, co oczywiste, nie wyzbył się
chęci niszczenia nawet swoich dzieł. Nie krępował się przed zmienianiem i udoskonalaniem swojego
próbnego miotu, lecz nie spodziewał się, że po tysięcznym razie w ich małych, ledwo
pojmujących otaczający chaos móżdżkach pojawi się pierwsze uczucie. Czysta nienawiść.
Maluchy czekały, trwały pokornie
w ciskanych przez ojca ciosach, konały w jego morderczych objęciach, ale wciąż pielęgnowały
to, co w nich się narodziło, by, gdy nadejdzie pora, przekuć to w czyny.
Dusza
jest silna, a ciało słabe.
A już myślałem, że umarłaś... -.-
OdpowiedzUsuńNa kolejny rozdział czekam już z niecierpliwością od przeczytania szóstego, ale jak widać jeszcze sobie poczekam, co zrobić :P. A co do strony drugiej to z pewnością jest bardzo twórcza i ciekawa, powiedźmy, że skłania do głębszego rozmyślania o niej. Choć wróciłaś z krótkim postem to cieszę się z tego powrotu. To do następnego i miłych wakacji ;)
A kto by mnie chciał w tym piekle polonistów? ;-;
UsuńUwierz, sama na niego czekam, ale jakoś nie chce się przypałętać! Głębsze rozmyślanie kojarzy mi się z tym, ze po prostu coś jest zbyt zagmatwane, żeby zrozumieć to od tak, ale będę myśleć o tym jak o poście mającym drugie dno :D
Wzajemnie i dużo weny ;)
Nie no, super! D:< Super, że nie mówisz, że wstawiasz, żebym ci mogła skomentować! Super!
OdpowiedzUsuńFajnie, że stron jest coraz więcej, bo polubiłam postać Pierwszego (chyba wiesz dlaczego xDDD) i jego opowieści o tym wszystkim. *^*
"Oblubieniec nie należał do istot delikatnych, nie zadowalał się zbyt szybko(...)" - Wiem, że wyjęte z kontekstu, ale moja dusza yaoistki coś w tym zdaniu wyniuchała. =w=
Dusza jest silna, a ciało słabe, lecz ma otwory i może osiągnąć orgazm, a dusza to jebany beton.(dop. AŁtorki XD).
Ogółem to jeszcze nie wszystko ogarniam, może przez moje wrodzone upośledzenie dupy, ale twój styl pisania nadał temu tak wspaniałą barwę, że niektóre fragmenty to aż się cytować chce. *^*
Powodzenia z pisaniem, mordko! Weny i czasu życzę, pozdrawiam!
Oho! Odezwała się ta, co trąbi na cały internet, że wstawiła - muszę się domyślać i co chwila zerkać!
UsuńTak, to że uczyniłaś z niego "internetowego zjeba" siedzi mi w głowie i nie ma zamiaru jak na razie stamtąd uciec X"D
...Jak teraz na to patrzę, to rzeczywiście. Ale chyba nie ma sensu już tego zmieniać ^-^
Powinnaś napisać książkę o filozofii :D I chciałabym preorder!
Cóż, chciałabym Wam trochę pogmatwać, zanim pokażę cały zamysł, więc nieogarnięcie jest jak najbardziej wskazane ;) Naprawdę? O kurcze, coś mi wyszło! *0*
Wzajemnie, pozdrawiam!
Hejo :)
OdpowiedzUsuńMyślałam, że już opuściłaś bloga i nigdy nie wrócisz. A tu stał się cud! Dobrze, że jesteś.
Nie oszukujmy się. Przeczytałam każdy twój rozdział z wypiekami na twarzy. Udało mi się to zrobić w jeden czerwcowy wieczór, a mimo wspaniałych rozdziałów pragnęłam dalszych przygód realistycznych postaci. Fabuła przemyślana, fantastycznie napisana. Widać, że masz duży talent :3.
Czekam na nexta.
Ps. Pewnie mnie nie znasz ;). Jestem Ava i od prawie miesiąca działam na bloggerze.
Zapraszam do mnie.
podrozpokemon.blogspot.com
Hejka c:
UsuńKurcze, głupio mi, bo nie odpisałam na Twój wcześniejszy komentarz, musiało mi to wylecieć z głowy x-x
Teraz jednak się przypilnuję!
Dziękuję za miłe słowa, cieszy mnie że aż tak pochłonęły Cię moje wypociny z nudów ;)
Do Ciebie zajrzę na pewno, ale znowu mi coś wyskoczyło i nie obiecuję że w najbliższym czasie skomentuję. Nie zmienia to jednak faktu, że będziesz dopisana do mojej listy zaległości (którą pewnie i tak kiedyś diabli wezmą x"D)
Pozdrawiam!
Cześć :]
OdpowiedzUsuńCzyżbyś oglądała "Supernatural" :D? Skojarzyła mi się ta akcja z ostatniego sezonu, tez trochę typowa mitologii tu się zakradło. Gaja i Kronos i takie tam :P inne mity stworzenia.
Bardzo mi się podobała ta wstawka, a że to ostatnio "modne" to dobrze trafione. W świetnym stylu to przedstawiłaś, takim patetycznym, co jest jak najbardziej na plus.
Co do okresów przerwy - są potrzebne. Lepiej tworzyć coś dobrego niż jakiś shit, w końcu blogowanie ma być przyjemnością, a nie przymusem.
Ja i tak wiernie czytam i czekam. Mam nadzieję, że coś w lipcu jeszcze naskrobiesz.
A, że dzisiaj do mitologii nawołuję, to niech Apollo Cię oświeci :D
Pozdrawiam
Hejo ;)
UsuńNiestety nie oglądałam, nie przepadam za bardzo za serialami/filmami, bo zazwyczaj nie mogę usiedzieć w miejscu; wolę gry i opowiadania. Cóż, uniwersalny motyw, mimo że starałam się uniknąć tej powtarzalności, to skutek jest całkowicie odwrotny xD
Taki miał być zamysł tej części Kvalta, więc cieszę się, że tak to odbierasz.
Fakt, choć nie czuję się w porządku ze świadomością odpuszczenia sobie Poków na rzecz trzech innych opowiadań, których w gruncie rzeczy i tak nie będę publikować.
Oby tak się stało, może jak uda mi się odrobić zaległości w Pokowych blogach to ten Apollo kopnie mnie weną ^_^
Również życzę wiele weny, pozdrawiam!